5 sierpnia 2015

PORTOBELLO



Zaczynając całą tę wyprawę przez głowę przewijały mi się różne pomysły na wpisy. Oczywiście wszystko musi iść odwrotnie niż by się tego chciało, ale czasami ma to swoje dobre strony. Kiedy uświadamiam sobie, że moja kreatywność sięgnęła w pewnym momencie poziomu pod tytułem 'Jak spakować walizkę' cieszę się z tego niespodziewanego zbiegu okoliczności. Jednym z celów każdej szanującej się blogerki modowej będącej w Londynie jest odwiedzenie Portobello Road. Mniej istotnym jest to czy w celu faktycznych zakupów, czy pokazania, że wie się w ogóle czym jest owa ulica. Kiedy jesteś mną, osobą kochającą wszystko co stare, mieszkającą w second-handach czujesz się cudownie. Biegasz w amoku od stoiska do stoiska i zachwycasz się wszystkim- od biżuterii, po klamki do drzwi. Wszedłem do kolejnego sklepu z rzędu i zza srebrnych tac wyłoniło się zdjęcie kampanii reklamowej Chanel Cruise 96/97­- jedno z wielu. Od razu rozłożyłem wszystkie na stół i wpadłem w podziw. Chwilę później dociera do mnie glos mamy, iż jest tego więcej. Ukazują mi się apaszka Hermès, stare pudełko perfum Diora i chociażby naszyjnik Armani. W zachwycie opuszczam sklep, ale i tak wiem, że tam wrócimy. Dopiąłem swego, weszliśmy ponownie, a pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było zapytanie się o cenę wcześniej wspomnianego plakatu i niezwłoczne kupienie go. Szansa była tylko jedna dlatego powiedziałem, że prowadzę bloga o modzie i chciałbym zrobić kilka zdjęć. Urocza Pani uśmiechnęła się zza jabłuszkowego laptopa i z entuzjazmem wyraziła zgodę. Musiałem wyglądać jak opętany biegając od kolczyków do pierścionków i robiąc zdjęcia wszystkiemu, co było na mojej drodze. Robiłem to tylko dlatego, że czułem się swobodnie, nie miałem niczyjego wzroku za plecami, patrzącego mi na ręce.
Tu zbliżamy się do genezy tego całego opowiadania. Po wykonanej pracy grzecznie podszedłem jeszcze raz, podałem rękę, podziękowałem, a zamiast przewidywalnego, chłodnego 'do widzenia' dostałem zainteresowanie. Dawno nie spotkałem kogoś tak ciepłego, otwartego. Zostałem wypytany o adres bloga, w odpowiedzi dostałem dane kontaktowe, a gdy powiedziałem, że bardzo interesuje mnie Chanel, odpowiedziała mi, że specjalizuje się w ich vintage produktach. To był ten moment, kiedy ostatecznie poczułem się tam jak w domu i wiem, że chcę tam wrócić. Cały ten ciąg liter nie jest pisany tylko po to, by pochwalić się czego to ja nie widziałem lecz by publicznie napisać, że została przywrócona mi wiara w ludzi i to, że pasja łączy niezależnie od tego, gdzie jesteśmy. Wpis będzie też w wersji angielskiej, ponieważ wiem, że gdzieś tam Panią za jabłuszkowym komputerem to interesuje.



Starting this whole travel I had so many ideas for posts going through my head. Of course everything should go another way than you expect, but sometimes it has a good side. When I realize, that my creativity reached the level called ‘How to pack your suitcase’ I am happy of this unexpected coincidence. One of self-respected fashion blogger’s destinations  in London is Portobello Road.  Less important that from the reason of real shopping or only to show that you know what I that street at all. When it comes to me, person loving everything old, living in second-hand shops you feel awesome.  You’ re running  in amok from stall to stall and you admire everything- not important  is it  a jewelry or just a handle. I entered next shop in the row and from behind silver trays the photo from Chanel’s Cruise 96/97 advertising campaign appeared-  one from many. I spread them all and started to admire.  Moment later I heard my mum’s voice telling that there is more things like this. Hermès scarf, old Dior perfumes box and even if Armani necklace. In admiration we are leaving the shop, but I still know that we’ll be back. I won, we entered again and the first thing I did was to ask about a prize of mentioned above poster and immediately buy it. There was the only chance so I said that I have a blog about fashion and can I take few photos. Charming Lady smiled from behind the apple laptop and assented with enthusiasm.  I had to look like demented running from earrings to rings, taking photos. I was doing it just because I felt completely free, I didn’t have anyone’s  eyes on my back looking on my hands.  And here we are getting closer to the genesis of this whole story.  After done work I gently came once again, held out, thanked and instead of cold, expected ‘bye’ I received interest. For a long time I haven’t met someone such warm and open.  I was asked about my blog’s address, as an answer I got a contact data and when I said that I’m really interested in Chanel, Lady told me that she specializes in their vintage products. It was that moment, when I definitely felt here like at home and that I should come back there.  All this string of letters is not written to show what I have seen but to openly say that the faith in people has been restored to me and in this, that passion connects people wherever they are. The note is also in English version, because I know, that somewhere there is a Lady behind apple laptop interested in it. 




















great thanks to: This Old Thing London

2 komentarze :

  1. Nareszcie odpowiedni rozmiar zdjęć! Widzę, też, że poszedłeś w international. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdroszczę wyjazdu. Ludzie z pasją są bardzo fascynujący. Natrafić na bratnią duszę, to jak trafić na skarb. Mam nadzieję, że pani z "jabłuszkowym laptopem" będzie stałym czytelnikiem :)

    http://brewilokwencja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń